„Employee expectations misaligned with reality are the fastest trigger for disengagement.”
Harvard Business Review, 2023
Mówiono, że Królestwo Gościnności to miejsce, gdzie marzenia pracują razem z ludźmi.
Na murach wisiały plakaty. Barwne, błyszczące, przyciągające wzrok nawet z daleka. Uśmiechnięte twarze, splecione dłonie, hasła o rodzinie i wspólnym celu. „Tu się rozwijasz”, głosił jeden. „Tu jesteś częścią czegoś większego”, mówił drugi.
Ktoś mógłby pomyśleć, że za tymi słowami kryje się coś prawdziwego. I wielu tak myślało.
Wędrowcy przybywali z różnych stron kraju, młodzi, zmęczeni szukaniem sensu, gotowi uwierzyć w każdą obietnicę, która pachniała domem.
Kiedy przekraczali bramę Królestwa, czuli ulgę. Tu miało być inaczej. Tu miało być ciepło.
Ale pierwsze, co ich witało, to cisza.
Nie ta spokojna, kojąca. Ta ciężka, bezosobowa, biurowa cisza, w której człowiek czuje się jak plik w systemie.
Nikt ich nie przywitał. Ktoś rzucił z końca korytarza: „Poczekaj chwilę”. Potem kolejną. I kolejną.
Mentor, o którym mówiono w broszurze, był akurat „na spotkaniu”. Zespół miał „dużo na głowie”. A lider, ten z plakatu o miękkim spojrzeniu i uśmiechu przy kawie, nie pojawił się w ogóle.
Tak zaczynał się Chłód Pierwszego Dnia.
Wędrowcy próbowali przetrwać, wciąż wierząc, że to tylko zły początek.
Ale każdy kolejny dzień wyglądał tak samo. Nikt nie pytał, kim są, skąd przyszli, co potrafią.
Wielkie hasła o rozwoju okazały się tabelą szkoleń, której nikt nie realizował.
Hasła o rodzinie echem spotkań, na które nie było czasu.
Na stołówce siedzieli razem, ale osobno. Każdy patrzył w ekran, każdy trzymał się swojego świata.
Tylko starszy mężczyzna z magazynu, zwany przez wszystkich „Borysem”, czasem do nich zagadywał.
Mówił, że kiedyś było inaczej. Że dawniej ludzie tutaj się znali, pomagali sobie, śmiali się po godzinach.
Ale potem przyszły plakaty.
Nikt nie wiedział, kto je stworzył. Podobno zlecono to komuś z zewnątrz. Agencji, która miała „nadać emocjonalny ton marce”.
Plakaty stały się częścią tożsamości Królestwa. Nikt już nie patrzył na ludzi, tylko na wizerunek, który ich zastąpił.
Borys mówił, że to one są winne.
Nie śmiał się, gdy to mówił. Miał w oczach coś niepokojącego.
„To nie są zwykłe obrazy”.
„Patrzą. I karmią się zawiedzionymi nadziejami.”
Wędrowcy śmiali się wtedy niepewnie. Ale pewnej nocy jeden z nich przysiągł, że zobaczył, jak twarz na plakacie drgnęła. Uśmiech, ten idealny, marketingowy, poszerzył się o kilka milimetrów, jakby z zadowoleniem.
Po tygodniu pierwszy z nowych odszedł. Zostawił tylko kartkę: „To nie jest miejsce, o którym mówiliście.”
Po miesiącu zniknęli kolejni. Nie robili awantur. Nie prosili o rozmowę. Po prostu znikali.
A plakaty wciąż wisiały.
Któregoś ranka Borysa nie było. W jego miejscu leżał tylko stary klucz i kartka z napisem: „Oni nie odchodzą. Oni zostają w środku.”
Nikt nie rozumiał, co to znaczy.
Zaczęły się dziwne rzeczy. Ludzie mówili, że w nocy w korytarzach słychać szepty. Czasem ktoś przysięgał, że widział znajomą twarz w odbiciu szyby twarz kolegi, który odszedł.
Niektórzy mówili, że to tylko zmęczenie. Inni, że plakaty kłamią tak długo, aż w końcu same zaczynają żyć.
Jedna z nowych, dziewczyna imieniem Nina, postanowiła to sprawdzić.
Została po godzinach. Czekała, aż wszyscy wyjdą. Wzięła nożyczki i poszła do głównego korytarza, gdzie wisiał największy plakat ten z napisem „Tu jesteś rodziną”.
Zamierzała go zdjąć.
Ale gdy dotknęła materiału, poczuła chłód.
Nie taki zwykły. Taki, który przenika przez palce prosto do serca.
Zrobiła krok w tył, ale już było za późno. Z plakatu spojrzały na nią oczy, prawdziwe, ciemne, ludzkie. I wtedy usłyszała szept.
„Nie odchodź. Już jesteś częścią.”
Rano znaleziono ją w tym samym miejscu, blado-szarą, z uśmiechem identycznym jak ten z plakatu.
Nowi, którzy przyszli po niej, nazywali ją teraz „tą z recepcji”. Nikt nie wiedział, że kiedyś miała imię.
A plakaty? Zmieniono kampanię. Nowe hasła brzmiały jeszcze lepiej: „Tu marzenia stają się rzeczywistością.”
Ludzie wciąż przychodzili. I wciąż odchodzili.
A może nie odchodzili wcale.
Morał:
Najpiękniejsza obietnica nie uratuje królestwa, jeśli rzeczywistość od pierwszego dnia jest chłodna. Bo ludzie nie odchodzą od marzeń odchodzą od kłamstw, które mają uśmiech z plakatu.